niedziela, 27 listopada 2011

MAŁGORZATA MAZURSKA PODBIJA BOLLYWOOD?

Od kilkunastu godzin krążą informacje, że widziano ją opuszczającą samolot lecący z Bombaju.
Okazało się to prawdą. Mazurską widziano na premierze bollywood'zkiego filmu "Moja miłość przyszła mailem". Podobno obracała się tam w śmietance towarzyskiej indyjskiego imperium. Za kilka godzin wywęszymy co ją tam sprowadziło...
Słetłana.



czwartek, 8 września 2011

rolling in the deep.

Coś złego dzieje się ze mną.

Mając w dupie kalorie położe się spać i obudzę się o 4 :45 by odrobić lekcje.

i coś jeszcze-
WSZYSTKO MNIE  
P I E R D O L I

sobota, 3 września 2011

I just love september.

Słoneczny wrześniowy poranek z zieloną herbatą, katarem i popsutym humorem.
 Zaczyna się wspaniale.Chciałabym ,żeby za chwile znowu zaszło słońce. Chciałabym usiąśc na balkonie uchlać się samotnie czymkolwiek i wypalić paczkę jakiś ruskich fajek. Na pytanie "Czy jest aż tak źle?" odpowiadam wyrazem swojej twarzy.

Już nie mogę słuchać chichotów, pisków i nie wiem czego jeszcze, za scianą mojego pokoju , gdzie trwa właśnie słynn nocowanie trzech anonimowych anorektyczek, albo inaczej- patyczaków z hajsem, oczywiście Z MIASTA. Nie wiem po co to napisałam.

Prawda jest taka, że nawet mi się nie chcę właczyc TV i obejrzeć magazynu Ligi Mistrzów, bo program skończy się zanim szanowne koleszanki zejda na nalesniki, a moja deprecha potrwa do najbliższej soboty, po czym pewnie w dzień moich urodzin zacznie się na dobre- optymistycznie nie ma co.

usiłuję sama odpowiedzieć sobie na pytanie czego się właściwie boję. Otóż przerażają mnie jak zwykle pierdoły typu pierwsza lekcja w-fu, udana autoprezentacja, pozostanie bycia dobra uczennicą, a zarazem szanowaną przez innych koleżanką, a to wszystko ma byc wykonane w stylu lansiarskim i glam. Idiot!

Miałam dziś nie spać. dziś to raczej niewykonalne. jedyne co mi pozostaje do roboty to normalnie funkcjonować , być hipokrytką i jakos to wszystko ciągnąć. przynajmniej narazie.

piątek, 2 września 2011

what's going on?

Ludzie było to przecież kurwa do przewidzenia, że odezwę sie za jakieś dwa miesiące pomijając wszytsko to co najwazniejsze.
 Notatka z 26 lipca bieżącego roku nie powstała, lecz posiadam jej fragment:

Wczoraj o 3 nad ranem zaczęłam pisać notkę i z pewnych przyczyn ta czynność została przerwana. Nic nie szkodzi, mogę o tym napisać jeszcze raz, a potem jeszcze następny i następny, bo co może byc przyjemniejszego od opisywania sposobu w jaki spełniły się twoje własne marzenia?

***

Otóż tak. Obóz-Hiszpania. Dwa tygodnie świetnych przeżyć i z jeszcze lepszymi ludźmi , plus wizyta w miejscach , które jeszcze rok temu oglądałam z utęsknieniem w Google Earth. tj. Barcelona.

W stolicy Katalonii byłam z wizytą cały jeden dzień, ale chyba jasne jest to , że ja mogłabym tam siedzieć w nieskończoność. Jeszcze chyba nigdy czegoś takiego nie czułam. Nigdy nie znałam takiego uczucia, zeby na widok tego, obok czego właśnie przechodzisz serce biło ci szybciej, a ty sama się do siebie śmiejesz i myślisz sobie: "nie wierzę'.

Camp  Nou

Na poczatku z grubej rury . Za całą tzw. "Barcelońską paranoję" odpowiada wlaśnie to miejsce. Bo gdyby nie klub z mottem "Mes que un club" , prawdopodobnie nie byloby o czym pisać- bo najpierw była FC BARCELONA a dopiero potem sama Barcelona, wiecie? No cóż moge powiedzieć- co lepszego może spotkać kibica niż wizyta na stadionie, zwiedzenie muzeum klubu i zakupy w FCBOTIGA?

________________________________________________________________________________





Wakacje 2011 uważam za temat zamknięty. koniec. kropa.

__________

No i nadszedł- niby upragniony 1 września, bo  wszystko miało byc tak idealnie nowe wg mojej doskonale opracowanej wizji szczęśliwej licealistki. Kiedy ty się Olka nauczysz ,że NiGDY pod żadnym pozorem NIE WOLNO mieć absolutnie ŻADNYCH oczekiwań. Muszę zrozumieć, że przez zycie jednak nie da się brnąć z bananem na buzi udając , że się czyms nie stresuję, nie przejmuję wszystko jest w najlepszym porządku kiedy jest do kurwy  nędzy zupełnie inaczej. Mam zbyt duży sajgon we łbie by teraz to w miarę stylistycznie i porządkowo ogarnąć. I zupełnie nie wiem dlaczego swoją złość bądź  żal nie przelewam na papier lecz do sieci.
Wydaję mi się, że znam siebie bardzo dobrze, bo jeszcze wczoraj wieczorem deklarując to ,że "jestem gotowa na nowe wyzwania" poprzedziłam to wyrażeniem CHYBA. Jednak znamy się świetnie Lolu (?).
Na pewno nie napiszę tu o każdym pojedynczym powodzie mojego niezadowolenia, ale wszyscy wiemy ,że sama tak naprawdę jestem sobie winna, bo nie oszukujmy się - kto próbuje się zmienić i chociaż trochę popracować nad swoimi słabościami? Wszyscy jesteśmy 'mocni w gębie', tyle ,że zycie to nie teoria , lecz praktyka. Śmieszy mnie to ,że tak doskonale rozpoznaje to uczucie kiedy boję sie każdej następnej sekundy. Wszystko, ale to wszystko wydaje mi się być ponad mnie, wszyscy gabpią się na mnie z góry jak na jakiegoś bezookiego jednorożcem z tępym jednym rogiem.

I weź tu bądź sobą. Respektuję tych, ktorzy to potrafią, umieją być pewnym siebie i swojego zdania bez wz. na jakąkolwiek sytuacją, naprawdę.

Chyba powiem po raz setny to holernie banalne ale tak prawdziwe wyrażenie : Jakie to życie jest trudne!

Zero pomysłów jak zaleczyć ten stres. Myślę o nocce, być może to wykonalne.


i chyba już nic więcej.





sobota, 9 lipca 2011

Viva la fiesta

Taaaaaaaaaaaaaaaaaaak! Kocham to lipcowe słońce, które właśnie wdziera mi się między firanki! Kocham to śliczne, soczyście niebieskie niebo bez śladu chmur. Wiedziałam, że lato  w końcu się przestanie gniewać, za to, że zamiast korzystać z jego uroków spędzamy najcieplesze chwile roku na Facebook'u!
Apeluję-WSZYSCY ODCHODZIMY OD MONITRÓW I WYCHODZIMY NA DWÓR!

***
Miło jest widzieć i czuć , że coś o czym marzysz od bardzo dawna spełni się w niecały tydzień. Warto żyć dla takiego uczucia, wierzcie mi. Marzenia- wydają się być tylko czymś odległym i nierealnym, ale tak naprawdę ich spełnienie zależy tylko i wyłącznie od nas. Przecież kiedyś już ktoś powiedział, że jesteśmy panami swojego losu, tylko my możemy decydować o naszym życiu-brzmi banalnie , ale to prawda! 
Nawet wywnioskowałam z tego złotą myśl- Ty rezygnujesz, ty żałujesz!




Jedna z moich ulubionych piosenek. Może i dlatego, że najbardziej interesuje mnie sam tytuł, ale też z sentymentu do artysty, którego ( mam nadzieję ) nie trzeba nikomu przedstawiać. Dodaję ten film, bo słuchałam tej piosenki gdy chciałam o Barcelonie wiedzieć absolutnie wszystko.

Historia mojej miłości do stolicy Katalonii jest długa i zawiła. Powiem tylko tyle, że zaczęła się od "pewnego" klubu piłkarskiego i trwa ona  do dziś.

Zastanawiam się jak moją wycieczkę do Barcelony przeboleje mój aparat- chcę desperacko uchwycić każdy zakątek tego magicznego miejsca, nie wiem jak to zniesie akumulator, ale cóż-wspomnień nikt mi przecież nie odbierze.Oprócz naładowanego aparatu z dosyć pojemna kartą pamięci, i pieniędzy, warto chyba też mieć jakiś kawałek kartki i marker-kto wie co się może zdarzyć na Camp Nou- marzenia?? Właśnie tak!



Okej, może zejdę już na ziemię i jeszcze trochę będę się upajać polskim, wiejskim latem .
Wybywam na dwór.

Lola



piątek, 8 lipca 2011

KONKURS DOBROWIANKA.




Każdą okazję do zjedzenia kawałka ciasta czy kostki ulubionej czekolady traktuję jak święto:
 OBLEWAM TO WODĄ!





tres.

Siemka.
Chyba nie ma sensu pisać o stanie za oknem, bo cóż- po prostu szkoda słów! Na szczęście znalazłam na to receptę- tłukę 1 sezon "Gossip Girl"  jak na razie jeszcze mi się nie znudziło. 
  btw. Uwielbiam urodę Leighton Meester ( szatynka)



Nie mam oczekiwań co do tych wakacji. Ufam ślepemu losowi, mam nadzieję, ze zda się na instynkt.




                                                                                                                                   Lola.