Ludzie było to przecież kurwa do przewidzenia, że odezwę sie za jakieś dwa miesiące pomijając wszytsko to co najwazniejsze.
Notatka z 26 lipca bieżącego roku nie powstała, lecz posiadam jej fragment:
Wczoraj o 3 nad ranem zaczęłam pisać notkę i z pewnych przyczyn ta czynność została przerwana. Nic nie szkodzi, mogę o tym napisać jeszcze raz, a potem jeszcze następny i następny, bo co może byc przyjemniejszego od opisywania sposobu w jaki spełniły się twoje własne marzenia?
***
Otóż tak. Obóz-Hiszpania. Dwa tygodnie świetnych przeżyć i z jeszcze lepszymi ludźmi , plus wizyta w miejscach , które jeszcze rok temu oglądałam z utęsknieniem w Google Earth. tj. Barcelona.
W stolicy Katalonii byłam z wizytą cały jeden dzień, ale chyba jasne jest to , że ja mogłabym tam siedzieć w nieskończoność. Jeszcze chyba nigdy czegoś takiego nie czułam. Nigdy nie znałam takiego uczucia, zeby na widok tego, obok czego właśnie przechodzisz serce biło ci szybciej, a ty sama się do siebie śmiejesz i myślisz sobie: "nie wierzę'.
Camp Nou
Na poczatku z grubej rury . Za całą tzw. "Barcelońską paranoję" odpowiada wlaśnie to miejsce. Bo gdyby nie klub z mottem "Mes que un club" , prawdopodobnie nie byloby o czym pisać- bo najpierw była FC BARCELONA a dopiero potem sama Barcelona, wiecie? No cóż moge powiedzieć- co lepszego może spotkać kibica niż wizyta na stadionie, zwiedzenie muzeum klubu i zakupy w FCBOTIGA?
________________________________________________________________________________
Wakacje 2011 uważam za temat zamknięty. koniec. kropa.
__________
No i nadszedł- niby upragniony 1 września, bo wszystko miało byc tak idealnie nowe wg mojej doskonale opracowanej wizji szczęśliwej licealistki. Kiedy ty się Olka nauczysz ,że NiGDY pod żadnym pozorem NIE WOLNO mieć absolutnie ŻADNYCH oczekiwań. Muszę zrozumieć, że przez zycie jednak nie da się brnąć z bananem na buzi udając , że się czyms nie stresuję, nie przejmuję wszystko jest w najlepszym porządku kiedy jest do kurwy nędzy zupełnie inaczej. Mam zbyt duży sajgon we łbie by teraz to w miarę stylistycznie i porządkowo ogarnąć. I zupełnie nie wiem dlaczego swoją złość bądź żal nie przelewam na papier lecz do sieci.
Wydaję mi się, że znam siebie bardzo dobrze, bo jeszcze wczoraj wieczorem deklarując to ,że "jestem gotowa na nowe wyzwania" poprzedziłam to wyrażeniem CHYBA. Jednak znamy się świetnie Lolu (?).
Na pewno nie napiszę tu o każdym pojedynczym powodzie mojego niezadowolenia, ale wszyscy wiemy ,że sama tak naprawdę jestem sobie winna, bo nie oszukujmy się - kto próbuje się zmienić i chociaż trochę popracować nad swoimi słabościami? Wszyscy jesteśmy 'mocni w gębie', tyle ,że zycie to nie teoria , lecz praktyka. Śmieszy mnie to ,że tak doskonale rozpoznaje to uczucie kiedy boję sie każdej następnej sekundy. Wszystko, ale to wszystko wydaje mi się być ponad mnie, wszyscy gabpią się na mnie z góry jak na jakiegoś bezookiego jednorożcem z tępym jednym rogiem.
I weź tu bądź sobą. Respektuję tych, ktorzy to potrafią, umieją być pewnym siebie i swojego zdania bez wz. na jakąkolwiek sytuacją, naprawdę.
Chyba powiem po raz setny to holernie banalne ale tak prawdziwe wyrażenie : Jakie to życie jest trudne!
Zero pomysłów jak zaleczyć ten stres. Myślę o nocce, być może to wykonalne.
i chyba już nic więcej.